Dziesięć tysięcy złotych na inwestycje – czy to ma sens?

Dla większości z nas, kilka lub kilkanaście tysięcy złotych jest naprawdę sporą sumą. Takie postrzeganie pieniędzy przenoszone jest później na inwestycje giełdowe, co bywa szkodliwe, ponieważ na rynku liczy się nie wielkość kapitału, a wielkość regularnie osiąganego procenta od niego.

Co oferuje Ci giełda, jeśli masz w zanadrzu dziesięć tysięcy złotych i na co zwrócić uwagę, jeśli na przekór wszystkiemu, chcesz z niewielkim budżetem zostać inwestorem długoterminowym?

Day trading kontra trading długoterminowy.

Tak, rozumiem, że długi termin budzi największe emocje wśród początkujących, ponieważ wydaje się bezstresowym sposobem inwestowania na giełdzie. Niemniej jednak jest to zjawisko co najmniej dziwne, ponieważ trzymanie pozycji tygodniami, miesiącami czy latami jest zarezerwowane dla ludzi, którzy mają na to odpowiednie środki.

Dla kontrastu trading krótkoterminowy kojarzy się raczej negatywnie, co jest całkiem niezrozumiałe, ponieważ jest bodajże jedyną rozsądną opcją dla kogoś, kto naprawdę chce nauczyć się gry na giełdzie, budując przy tym budżet pod inwestowanie długodystansowe.

Procenty.

Oderwane od rzeczywistości marzenie o zostaniu następcą Warrena Buffeta ma swoje korzenie w ślepej akceptacji stereotypów na temat giełdy. Jeden z nich brzmi mniej więcej tak:

Na giełdzie większość traci pieniądze bardzo szybko“.

Jeśli zestawimy więc obraz typowego tradera na giełdzie, który nie ma wystarczających umiejętności, ze wspomnianym wyżej Warrenem Buffetem, dojdziemy do wniosku, że tak — ludzie bez doświadczenia tracą pieniądze szybko, jednak ludzie z doświadczeniem muszą je równie szybko zarabiać, prawda?

Nie, nie prawda.

Jeśli natknąłeś się na inwestora długoterminowego, który regularnie (!) osiąga zyski przekraczające 5-8% kapitału początkowego rocznie, wiedz, że jest to bardzo dobry inwestor. Samemu Buffetowi udaje się co roku zarobić bodajże około 12%, przy czym nie zapominajmy, że jest on uznawany za legendę branży.

Przyjmijmy, że jako nowicjusz masz do zainwestowania 10 000 złotych i pierwszego roku osiągniesz połowę wyniku Buffeta, czyli 6%. Przyznam, że są to szacunki naprawdę optymistyczne, jednak wstrzymując się od defetyzmu, pod koniec roku zarobisz… 600 zł.

W tym miejscu możesz pomyśleć, że 600zł jest dużo lepsze niż nic, tak więc gra jest warta świeczki, jednak kiedy uświadomisz sobie, że w pierwszych latach możesz oczekiwać w najlepszym wypadku wyjścia “na zero”, stajesz przed perspektywą spędzenia wielu miesięcy lub lat na próbach po to, by w końcowym rozrachunku zarobić kilkaset złotych.

Co z procentem składanym?

Załóżmy, że co roku osiągniesz stałe 3% od kwoty zainwestowanych przez Ciebie 10 000 złotych. Jeśli faktycznie uda Ci się to osiągnąć, w ciągu 10 lat zdołasz zarobić prawie 3500 tysiąca złotych, od czego będziesz musiał naturalnie odliczyć podatek Ba! Będziesz musiał rozliczać go rok w rok.

Zbyt pesymistycznie? Załóżmy 6%.

W tym przypadku, po dekadzie handlu zarobisz niespełna 8000 złotych brutto, czyli około 6000 na czysto. To prawda, że na giełdzie trzeba myśleć długoterminowo, jednak czy zdajesz sobie sprawę, że, gdybyś, zamiast 3 lub 6 procent, co roku, wzorem Warrena Buffeta zarabiał 12%, miałbyś szansę zarobić ponad 2 000 000 złotych w ciągu… 50 lat?

Przy ustalonych wcześniej 3%, w tym samym czasie osiągniesz zysk rzędu około 43 000, a przy 6% – 184 000 zł. Czy wiesz, gdzie będziesz za 50 lat i jaka będzie wtedy specyfika systemu ekonomicznego?

Dla kontrastu — gdyby 10 000 złotych stało się Twoim budżetem do zagospodarowania w ramach handlu dziennego, przy zysku 3% miesięcznie, zysk brutto wyniósłby ponad 14 000, przy 6 – 20 000, a przy upragnionych 12% – niemal 39 000 złotych rocznie.

Te proste kalkulacje nie pozostawiają wątpliwości, że jeśli nie dysponujesz przynajmniej stokrotnością założonych 10 000, inwestowanie długoterminowe nie może być niczym więcej, jak ciekawym hobby.

A jeśli jednak chcesz inwestować długoterminowo?

Oczekując życia z giełdy, przy wkładzie dziesięciu tysięcy złotych, zwyczajnie się zawiedziesz. Jeśli jednak nie wymagasz zbyt wiele i chcesz potraktować inwestowanie jako poboczną pasję, nic nie stoi na przeszkodzie, byś przyglądał się akcjom spółek giełdowych, które mają duże szanse przetrwania pandemii koronawirusa i odnalezienia się w rzeczywistości po niej.

Branże, które powinieneś obserwować to z pewnością medycyna, energetyka, technologia oraz sprzedaż internetowa. Przy tym, najciekawsze okazje możesz znaleźć, poszukując tanich akcji spółek na giełdzie, raczej omijając liderów rynku.

Ciekawy może być także handel polegający na budowaniu portfeli z bardzo tanich kryptowalut z potencjałem, jednak jak wspominałem wcześniej — długotrwałe trzymanie aktywów w portfelu przy małym kapitale, w najlepszym wypadku zaowocuje równie niespodziewanym, co skromnym zyskiem.

Autor

  • Z zawodu ekonomista. Specjalizuje się w sprawach giełdowych. Może poszczycić się sporym dorobkiem finansowym tej dziedzinie. Jego motto to “Stay hungry. Stay foolish.” zaczerpnięte ze słów Steva Jobsa. Wolne chwile poświęca grze na gitarze elektrycznej i budowaniu własnego zespołu muzycznego.